Ciekawostki klubowe
Trenowałam Karate Kyokushin w Chicago.
Chicago jest miastem gdzie przebywa wielu naszych rodaków. Jedni są tam przelotnie, inni pozostają przez wiele lat. W tak wielkim mieście można czuć się samotnym i zagubionym. Jest jednak pewna grupa ludzi, których łączy wspólna pasja. Wśród nich jest wielu Polaków, a tą pasją jest kyokushin.
Do Chicago wyjechałam na pół roku. Nie chciałam przerywać treningów karate – tak nie dawno zaszczepionej mojej nowej pasji, bo trenuję od 2006 roku w Ostrowskim Klubie Karate Kyokushinkai. W zasadzie był to czysty przypadek, zobaczyłam plakat i zapisałam córkę. Nie ukrywam, że szukałam jakieś „formy ruchu”, tyle że nie sądziłam iż może to być karate. Dałam się namówić przez sensei Radka na „próbny” trening i połknęłam „bakcyla” Po kilku tygodniach na treningi chodziliśmy już całą rodziną: ja, Malwina i mój mąż Zbyszek.
No właśnie, a tu wyjazd i prawie rozpacz, że na jakiś czas będę musiała zrezygnować z trenowania. Hmm... ciężko było się z tym pogodzić. Ale z pomocą przyszedł mi sensei Radek Grabowski, który pomógł mi się skontaktować z klubem w Chicago. Napisał e-mali do shihan Lesława Samitowskiego. Odpowiedź nadeszła bardzo szybko: „Czekamy na Grażynę!”
Lesław Samitowski, posiada 5 dan, zaczynał trenować w Polsce w latach 70-tych. Wraz shihan Andrzejem Drewniakiem 7 dan, tworzyli zręby polskiej szkoły kyokushin. W latach 80 wyjechał do Stanów Zjednoczonych i obecnie jest trenerem kadry narodowej USA.
Na treningi jeździłam 2 razy w tygodniu – od 20.30 do …z zakończeniem bywało różnie, czasami trening trwał 1,5 godz. czasami 2. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość trenować u shihan Samitowskiego. To fantastyczny człowiek, który ma ogromną wiedzę. Każde jego słowo i rady chłonęliśmy jak „gąbka”. Karate to nie tylko ćwiczenia, ale również filozofia i postawa życiowa.
W chicagowskim dojo trenują osoby, które mają wysokie osiągnięcia, min. sensei Ewelina Czambuła - 2 dan i sensei Marek - 1 dan. Podczas mojego pobytu przygotowywali się właśnie do startu na Mistrzostwach Świata w Tokio.
To czego można pozazdrościć chicagowskim karateka to warunków w jakich trenują. Własna sala - dojo, specyficzny klimat już od wejścia, lustra na sali, które pomagają w trenowaniu (od razu można zobaczyć i korygować własne błędy), maty na stałe rozłożone na podłodze, sprzęt do dyspozycji w każdej chwili. Można by rzec drobiazgi, ale jakże bardzo pomagają w ćwiczeniach i nie traci się tak cennego czasu, na rozkładanie i składanie sprzętu.
Każdy dba o dojo. Po każdy treningu była tzw. jazda na szmacie, czyli sprzątanie sali.
Dojo shihan Samitowskiego skupia wielu ludzi ze środowiska polonijnego. Shihan jest również znany ze swojej działalności na rzecz polonijnych organizacji.
Miałam również przyjemność poznać Andrzeja Gołotę, który często przychodził po treningach (lub w trakcie) do shihan Samitowskiego. Shihan jest jego osobistym fizjoterapeutą i pomaga mu przygotowywać się do walk. Podczas ostatniej walki Gołoty uważni obserwatorzy mogli zauważyć shihan Samitowskiego w pobliżu jego narożnika.
Trenując kyokushin poznałam wielu ciekawych ludzi zarówno w Polsce jak i za granicą. W Chicago czułam się jak w domu. Wiedziałam, że mogę liczyć na pomocną dłoń mimo, że na treningach nie było lekko. Serdecznie dziękuję shihan Samitowskiemu za wszystko: za treningi, za uwagi, i oczywiście za pomoc, gdy odezwała się stara kontuzja kolana. Osu!
Grażyna jest członkiem Ostrowskiego Klubu Karate Kyokushinkai od 2006 roku. Obecnie posiada stopień 8 kyu (błękitny pas).
Więcej zdjęć:
|
Treningi w Chicago (22 poz.)
|
 |
Karate – rodzinna pasja
Czy jest istnieje przepaść między pokoleniowa? Na pewno tam , gdzie obie strony nie szukają wspólnego języka, nie mają pojęcia o własnych zainteresowaniach i na pewno tam gdzie dzieci i ich rodzice nie spędzają wspólnie wolnego czasu. W naszym klubie jest kilka przypadków, które dowodzą, że jest to możliwe. Na pewno inne cele przyświecają dziesięcio czy dwunastoletnim chłopcom a inne ich rodzicom. Karate jednak ma to do siebie , że można je trenować praktycznie w każdym wieku. Oczywiście zawodnikami staną się ci którzy zaczęli trenować w dzieciństwie lub młodości. Jednak doskonalić się można w każdym wieku.
Kuba i Waldek Nejmanowie – kiedy 3 lata temu pan Waldek przywiózł syna na trening nie przypuszczaliśmy , że wkrótce przybędzie nam jeszcze jeden aktywnie ćwiczący członek Klubu. Nasza propozycja aby zamiast siedzieć na ławce i przyglądać się zajęciom spróbował swoich sił podczas treningu wydała się chyba atrakcyjna. Mimo, ze pan Waldek nie jest młodzieniaszkiem to jednak świetnie sobie radzi podczas treningów. A Kuba, cóż , jest bardzo dobrym zawodnikiem i mimo przeciwności losu startuje w zawodach jako kadet i odnosi sukcesy. Zarówno tata jak i syn znajdują w karate wspólny temat chociaż ich cele są zapewne całkowicie różne. Pan Waldek ma obecnie 6 kyu a Kuba 9.3 kyu
Malwina, Grażyna i Zbyszek Laskowscy – ich przygoda z karate zaczęła się we wrześniu 2006 roku. Pierwsza była Malwina – filigranowa siedmiolatka. I podobny schemat: mama zamiast siedzieć na ławce daje się namówić na wspólny trening. Tu jednak mamy dalszy etap. Na zajęcia przychodzi również tata Malwiny. Zaangażowanie całej rodziny jest godne podziwu. Obecnie cała trójka jest po pierwszym egzaminie na pomarańczowy pas i naprawdę rewelacyjnie wyglądają w nowych karate-gi ( tzw. kimona)
Piotrek i Janusz Pasińscy – ich przygoda z naszym Klubem również zaczyna się we wrześniu 2006 roku. Piotrek jednak trenował wcześniej Oyama Karate i po upadku tej sekcji w Ostrowi postanowił kontynuować treningi w naszym Klubie. Chyba za sprawą atmosfery panującej w Klubie oraz mamy nadzieję , dobrym treningom na zajęcia zaczął przychodzić tata Piotrka , pan Janusz. Jak się dowiedzieliśmy, przed laty, w młodości trenował już karate i jest to jego powrót do pasji sprzed lat. Cieszymy się, że realizuje ją u nas.
Michał, Jakub i Krzysztof Bołtrykowie – Michał i Kuba trafili na nasze treningi 3 lata temu. Przyprowadził ich bardzo pogodnie wyglądający człowiek. Spytał o rozkład zajęć i formalności , trochę badawczo nam się przyglądał. Jak się później dowiedzieliśmy był to doktor Bołtryk , pracujący w naszym szpitalu. On również rozpoczął treningi wraz z nami lecz z powodu poważnej kontuzji musiał zawiesić kimono na wieszaku w szafie. Obecnie w pełni sił wrócił do zajęć i z zapałem podnosi swoje umiejętności w karate. Jak się dowiedzieliśmy z zaufanych źródeł doktor trenował w młodości judo.
Piotrek i Jalanta Waszczukowie – kolejna rodzina która wspólnie z nami trenowała. Tu jednak historia wygląda zupełnie inaczej. Pierwszy był Piotrek, jednak po 2 latach stracił zapał i zainteresowanie karate. Tak też bywa. Byliśmy jednak coraz bardziej zdziwieni gdy na treningach wciąż pojawiała się mama Piotrka , Jola. Obecnie jest posiadaczką żółtego pasa ( 6 kyu) co nie jest tak łatwo osiągnąć gdy się zaczyna po trzydziestce. Tym bardziej jesteśmy pełni uznania , że pani Jola nie osiadła na laurach i wciąż mocno trenuje i widać u niej postępy. Życzymy powodzenia na najbliższym egzaminie!